06:28

Dlaczego kobiety szukają męskiej koleżanki, czyli sześciu ogrów i Zosia

Dlaczego kobiety szukają męskiej koleżanki, czyli sześciu ogrów i Zosia

Chyba dawno nic nowego nie napisałem. Zdarza się. Wiecie, jakoś tak brak weny. Nie, w sumie to mi się kurwa nie chciało. Ale dosyć tego, przejdźmy do klu, czyli nowego wpisu.

    Spotkaliście się kiedyś z takim zjawiskiem jak laska, w sumie całkiem niezła dupa, otacza się gronem facetów z których żaden nie ma dla niej znaczenia w aspekcie seksualnym – jednym słowem, żadnego nie chce wyruchać? Paradoksalnie, niektórzy z nich nawet by do niej podbili, ślinią się itp, ale wiedzą, że nie sra się do własnego ogródka, bo kiedyś będziesz chciał zjeść z niego świeżą marchewkę.  Coś takiego istnieje, jest coraz częściej zauważalne i, o kurwa losie, całkiem zrozumiałe.
Wyobraź sobie sytuacje, gdzie jesteś kobietą, Twój chłopak Cie rzuca, albo nie, urosła Ci dupa i nie wchodzisz już w 36, czy nawet 38 – widzisz 40. Nie  masz ochoty na czcze pierdolenie o wewnętrzny pięknie, że wcale nie jesteś gruba i powinnaś osiągnąć ZEN. Masz ochotę się najebać.  
W takim momencie nie korzystasz z pomocy koleżanki, o losie, przyjaciółki! Ona cały czas będzie Ci wmawiała, że wszystko jest zajebiście, walnie jedno, max dwa modżajto i albo się najebie i zacznie gadać o swoich problemach, albo zwinie się obejrzeć „Singielkę”. Wtedy z pomocą przychodzą ogry – facecie którzy nie będą Ci pierdolili o tym, że jesteś piękna, jeśli urosła Ci dupa, zrobią więcej, postawią Ci setkę, wezmą na impreze, a rano dadzą browca na kaca, żebyś za bardzo z fazy nie zeszła.
    Mogę się mylić, ale chyba to jest właśnie klu udanych relacji damosko-męskich
w których kuśka nie stoi, w sensie,  na pierwszym planie nie stoi.
    Jeśli chodzi natomiast o zależność pomiędzy kobietą, a bandą ogrów, to przecież Śnieżka też nie ruchała się ze swoimi krasnoludkami, tylko znalazła do tego księcia.

11:40

Szlachta nie pracuje, WSHR, WSM– WTF?!

Szlachta nie pracuje, WSHR, WSM– WTF?!


Może dzisiaj zacznijmy całość tylko jednym: O kurwa.

Znacie może takie skróty, jak WSHR, UWM, WSM, WSOS? Pewnie nie. Spoko. Ja też do niedawna nie znałem, ale dobry wujek Google pomógł mi rozwiązać tą tajemnice. Żeby zatem przybliżyć wam ich znaczenie, a zarówno „fenomen” jaki się za nimi kryje, poniżej przedstawiam rozwinięcia:
WSHR – wyższa szkoła robienia hałasu
UWM – uniwersytet wiecznego melanżu
WSM – wyższa szkoła melanżu
WSOS – wyższa szkoła opierdalania się.

I teraz pojawia się jedno zasadnicze pytanie: O co, kurwa, chodzi?
Czy ktoś jest mi w stanie wytłumaczyć, skąd w umysłach ludzi, szczególnie w przedziale wiekowym 16- 24 lata biorą się tak genialne pomysły, żeby na swoich profilach facebookowych, kontach na instagramie, a nawet czasami, jeśli w ogóle wiedzą co to jest, na kontach linkedin biorą się takie „miejsca zatrudnienia”? Czym jest w ogóle określenie „Szlachta nie pracuje”. Tzn, wiadomo, ale kurwa, jakim cudem piętnastolatek, którego jedynym priorytetem jest wyciągniecie od mamy pięć razy dziennie po 3 złote na loda, żeby kupić sobie fajki, może wpisywać sobie takie miejsce pracy?

Na szczęście, po wielu trudach, chyba jakiś trzech minutach szukanie w Google, na jakimś kobiecym forum(sic!), zostałem oświecony. Szlachta nie pracuje, to nic innego, jak facebookowy fanpage, który zebrał całkiem sporo polubieniem i stał się dla dzieciaków chyba czymś w rodzaju idei, a dla jego właściciela zapewne całkiem niezłym źródłem zarobku – jest tam od najebania reklam.
Patrząc na tego typu popularne niuanse z życia codziennego zastanawiam się, jakim, kurwa cudem  coś takiego jest możliwe?

Tak na zakończenie, drogie mamy, przyszłe mamy, itp, itd. – jeśli zauważycie u swoich małych potworów coś, co zostało opisane powyżej, zróbcie to dla mnie, a przede wszystkim dla dobra całej ludzkości i upierdolcie kabel od neta, stłuczcie wyświetlacz, smartfona, albo wytłumaczcie chociaż dzieciom, kim kurwa była szlachta.

Dzięki,


Jays

13:10

O stosunkach damsko-męskich słów kilka, czyli miej wyjebane, a...

O stosunkach damsko-męskich słów kilka, czyli miej wyjebane, a...

Znacie może takie powiedzenie „miej wyjebane, a będzie Ci dane”?

Taa, ja też.

Usłyszałem je jeszcze za szczeniaka, miałem może z 17 lat. Chyba się wtedy zakochałem. Ta, to możliwe.

Zaczęło się zupełnie niewinnie – miałem ją w dupie. I to było klu. Im bardziej ją olewałem, ona coraz mocniej się przywiązywała. Im mocniej się przywiązywała, tym bardziej miałem wyjebane. I wtedy coś pękło, o kurwa losie, chyba sam zacząłem się przywiązywać.
Wiązało się to ze wszystkim, co najlepsze, kwiatki, czekoladki, sranie w banie itp. Jak to zakochany szczeniak. Jednak, wraz ze wrostem mojej dobroci i przywiązania, wykładniczo rosły jej pretensje, problemy, wymagania itp. Aż w końcu jebadut, jakaś zdrada, potem end.

Nie to, żebym się Wam żalił, po prostu, wtedy zacząłem obserwować ludzi i ich związki. Okazało się, że to nie tylko mój Kupidyn w końcu się najebał i zamiast trafić w serce, trafił w dupę. BTW. Na ból egzystencji polecam „maść na ból dupy”, albo weź „niepierdol”. Nie będę nikogo promował przez linki, są dostępne na allegro.

Wracając do tematu, znam wiele par, które rzygają jednorożcami, które to z kolei rzygają brokatową tęczą, ale poznałem też wiele u których brak skurwysyństwa u faceta kończył się, ciężką depresją, łzami, albo kuśką w narządach rodnych jego kobiety/byłej kobiety. Tylko, że to nie była jego kuśka.
Facet, powinien być twardy, męski, zawsze stawiać na swoim i zawsze o wszystkim decydować.
I koniecznie mieć wyjebane. Zawsze.
Tylko gdzie w tym wszystkim czas na wspólne decyzje, chwile zbliżenia (nie, tym razem nie mam na myśli seksu), czy otwartość i dobroć dla partnerki, dbanie o nią, żeby też poczuła się dobrze, poczuła się doceniona? Czy warto cały czas mieć na twarzy maskę? Chyba nie.

Więc, Przyjacielu, jeśli akurat jesteś osobą, trochę bardziej wrażliwą, nie przejmuj się kobietami opisanymi powyżej. Są na świecie też inne przedstawicielki tej, jakże pięknej płci. Dla niektórych z nich, nie będzie to okaz braku męskości, a wyznacznik tego, że Ci zależy.

Drogie Panie, przekazem dla was jest tylko jeden, to że facet czasami chce o was dbać, albo pyta
o zdanie, wcale nie oznacza, że ma małą i miękką kuśke. Po prostu mu na Was zależy.


Serio, tak to działa.

13:41

Pudełko nicości

Pudełko nicości
Siedzisz czasem przed telewizorem, ślina cieknie Ci z pyska i nawet nie wiesz, że właśnie jakiś samolot uderzył w dwie wieże. Nie, nie mówimy tu o powieści Tolkiena, tylko o World Trade Center.
Nawet nie ogarnąłeś, że właśnie oglądasz modę, na kurwa sukces. Właśnie wtedy jesteś w pudełku, pudełku nicości.

Ale od początku. Pudełko nicości to stan, który może osiągnąć tylko mężczyzna – najzwyczajniej 
w świecie wchodzi do swojego pudełka, wyłącza myślenie i wszystkie reakcje – no może poza mimowolnym wzwodem na widok cycków.

Stan ten jest czymś błogim, nie obchodzi go obiad na stole, zrzędzenie żony, płacz dzieci czy wszystkie inne czynniki. Mężczyzna w ten sposób po prostu odpoczywa.
Może teraz z innego punktu widzenie, punktu widzenie dosyć irracjonalnego  - mianowicie cudownej istoty, jaką jest kobieta.

Kobieta wchodzi do pokoju, widzi faceta oglądającego telewizję czy grającego na konsoli i od razu zaczyna historie o tym, że powiedziała jej pojebana szefowa, jaką zajebistą sukienkę dzisiaj widziała i że Kasia przytyła chyba ze 2 kg. A Tomek nie dość, że ma żonę, to jeszcze romans z grubą Kaśką i patrzył się na jej cycki.

Tylko, że problem jest jeden, mężczyzna, będąc w swoim pudełku, najzwyczajniej w świecie, sra na to.
Zazwyczaj kończy się to kłótnią, a raczej monologiem kobiety, następnie fochem i  - na szczęście dla faceta, bo może dalej odpoczywać – cichymi dniami.

Skąd się to bierze?  Bardzo proste. Mężczyzna potrafi po prostu się wyłączyć, nie myśleć o niczym, nie zastanawiać się, nie analizować. Po prostu tępo egzystować i przy tym odpoczywać. U kobiet jest inaczej. One mają w głowie jakby wielką pajęczą sieć, w której wszystko jest połączone i latają po niej, cały czas analizując, wiążąc fakty i zastanawiając się, co, jak gdzie kiedy i do czego to kurwa doprowadziło. A i tak dochodzą do wniosku, że są grube, a mąż je zdradza. Z resztą, myślę, że zagadnienie pudełka nicości najlepiej wyjaśni poniższy film.

Enjoy!


14:42

Koszt straconej szansy

Koszt straconej szansy

Cześć, jestem Jays.

Tyle tytułem wstępu.

Miałem kiedyś kolegę. W sumie mam nadal. Mówią na niego Borys.
Borys jest niskim, krępym kolesiem, prowadzi całkiem dobrze prosperującą firmę z branży meblarskiej.
Jeździ starym Volvo V70, tym takim kanciastym, z długą, kwadratową dupą. Chyba ma to jakiś związek z jego preferencjami dotyczącymi kobiet. Ale nie preferencje Borysa, ani tym bardziej wielkość dupy jego wymarzonej kochanki są dzisiejszym tematem. Jest nim coś, co nazywam „Kosztem straconej szansy”.

Każdy w swojej egzystencji ma takie chwile, gdzie myśli o zrobieniu czegoś, widzi to oczami wyobraźni, wyobraża sobie siebie w pewnej, określonej sytuacji. Może to być przejazd żółtym ferrari, podejście na ulicy do kobiety o urodzie młodej Tary Reid, przy której każdy dzieciak bryndzlował oglądając American Pie, czy też chęć rozpoczęcia nowego rozdziału w swoim życiu, wyjazdu, albo, kurwa, kupienia sobie pączka z dziurką w Lidlu.
Zazwyczaj przed oczami przelatuje nam wizja tego, jakie to byłoby zajebiste.
I na tym się kończy.

Nie podejdziemy do Tary, bo wydaje nam się, że jesteśmy za słabi, żeby pogadać z taką dupą, nie pojeździmy ferrari – to akurat rozumiem, też mnie nie stać. Nie zmienimy swojego życia, bo boimy się utraty stabilizacji, a pączka nie zjemy, bo akurat skończyły się w Lidlu i nie chce – z punktu widzenia faceta – iść do innego Lidla, bądź z punktu widzenia kobiety – przytyć 5 kg od jednego małego frykasa (totalny mind fuck) .
Coś takiego właśnie nazywam „kosztem straconej szansy”.

Ale wróćmy do Borysa – nie jest on zbyt reprezentatywny. Z reguły ubrany w za duże cichy, jeśli już ma na sobie koszule, to ta koszula chyba nigdy nie poznała jednego z zajebistych wynalazków. Nazywa się żelazko – słyszeliście może kiedyś?
Ma on za to pewną, niesamowitą cechę – nie marnuje czasu i okazji. Patrząc na to na przykładzie kobiet – wszystkie, które poznaje są piękne. A część z nich jest nim nawet zainteresowana.

Kiedyś, przy wódce, zadałem mu pytanie – „Jak Ty to, kurwa, robisz?”.  Powiedział tylko jedno – „Nie mam nic do stracenia.  Laski to jebany parytet, wiesz, podejdę podczas imprezy do 10-ciu, przynajmniej dwie zwrócą na mnie uwagę, a już na 100% jedna wróci ze mną do domu. No może na 90%. Czasem jestem zbyt najebany, żeby mówić po Polsku. Wtedy zazwyczaj próbuje po angielsku.”

Oczywiście nie chodzi tutaj tylko o podrywanie kobiet. Tak się akurat złożyło w tej historii. Chodzi generalnie o to, żeby wykorzystywać potencjalnie szanse, możliwości. Najwyżej coś nie pyknie. Trudno. Lepsze to, niż życie w przeświadczeniu, że można było i być gdzieś indziej, z kimś innymi
i w innych okolicznościach i myśleć o tym, że wystarczyło zrobić jeden prosty krok. Każda szansa, każda możliwość pojawia się po to, żeby podjąć wyzwanie, inaczej dopada nas stagnacja – największy ból egzystencji, brak rozwoju oraz konkluzje w stylu „Co z tego, że jest chujowo, ale przynajmniej stabilnie”.






Copyright © 2016 Jays World , Blogger